Nic sie nie poprawilo jesli chodzi o moj stan zdrowia. Zemdlalam pare razy, ale nie chce mi sie tego teraz opisywac. Wlasnie wrocilam pare min temu z kosciola. Kleczalam i modlilam sie kiedy nagle...nagle omdlalam? Stracilam swiadomosc. Jednak po jakims czasie wrocilo do normy. Strasznie mi sie krecilo w glowie ale przeciez nie wyjde z kosciola w polowie. Jakis mezczyzna, ktory kleczal obok zapytal czy wszystko w porzadku. Odpowiedzialam, ze tak i nie chce pomocy. Stalo sie tak 2.. moze 3 razy. Po prostu kleczalam i za chwile taka ciemnosc. Po prostu pustka. Zero myslenia. Zero swiadomosci w skrocie. Potem czulam jakbym upadala i tak odruch zeby nie upasc. Zlapalam sie czegos tam. Jejku taki wstyd... Ludzie sie modla a ja jak jakis nie wiem...

Co do mojej dziewczyny to chyba nam sie psuje. Nie wiem co moge poradzic na to. Staram sie i robie co moge. Ale nie zawsze wychodzi tak jak powinno.Nie umiem chyba byc taka romantyczna jak kiedys. Moj koteczek chyba tez juz nie wytrzymuje. Ostatnio czesto sie klocimy, w sumie o drobnostki. Nie jadla 2 dni. W sumei to ja tez nie jadlam wczesniej, no ale kiedy zagrozila, ze sama przestanie jesc to naprawde sie poprawilam. Bo nie chcialam by chudla. Niech chociaz ona siebie nie wyniszcza. Bardzo ja kocham.
Pozwolcie, ze pojde sie dobic. Czesc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Milego czytania. Zostaw komentarz! :)